Większość „awarii" strony w małych firmach nie wynika z hakerów ani z awarii serwera. Wynika z trzech niepozornych rzeczy: SSL, DNS i przekierowań. Kiedy któraś z nich jest źle ustawiona, strona przestaje działać tak, jak powinna — a często nikt nie wie dlaczego.
SSL — czyli kłódka przy adresie
SSL to certyfikat, dzięki któremu adres zaczyna się od https://, a przeglądarka pokazuje kłódkę. Bez niego:
- przeglądarka straszy komunikatem „połączenie niezabezpieczone",
- Google traktuje stronę gorzej w wynikach,
- formularze i płatności budzą nieufność.
Najczęstszy problem to wygasły certyfikat. Dobre rozwiązanie: certyfikat odnawiany automatycznie (np. Let's Encrypt), żeby nie trzeba było o tym pamiętać.
DNS — internetowa książka adresowa
DNS tłumaczy Twoją domenę na adres serwera. To tu ustawia się, gdzie stoi strona (rekord A), gdzie trafia poczta (rekord MX) i różne weryfikacje (rekordy TXT).
Chaos w DNS wygląda tak: domena w jednym miejscu, strona w drugim, poczta w trzecim, a rekordy sprzed lat, których nikt nie rozumie. Efekt — coś działa „raz tak, raz nie". Porządki w DNS to zwykle pierwszy krok, od którego zaczynamy.
Przekierowania — ciche źródło problemów z SEO
Przekierowanie (redirect) mówi przeglądarce: „ta strona jest teraz pod innym adresem". Najważniejsze to 301 (przekierowanie trwałe), które przekazuje też wartość SEO.
Problemy pojawiają się, gdy przekierowań jest za dużo, tworzą pętle albo zostały po dawnej wersji strony. Wtedy Google się gubi, a odwiedzający lądują nie tam, gdzie trzeba.
Co możesz sprawdzić samodzielnie
- Czy adres ma kłódkę i
https://? Jeśli nie — SSL wymaga uwagi. - Czy
wwwi wersja bezwwwprowadzą do tej samej strony? - Czy stara wersja strony (np. sprzed relaunchu) nie żyje gdzieś dalej?
Jeśli któryś punkt budzi wątpliwości — napisz do nas. Uporządkujemy SSL, DNS i przekierowania tak, żeby wszystko się zgadzało i przestało zaskakiwać.